Prawda ludu – common knowledge – czyli miliony much nie mogą się mylić!
To co się zdarzyło Historykom z IPN nie jest, w moim odczuciu, czymś bardzo dziwnym w dzisiejszych czasach. Ludzie dostali do ręki potężne narzędzie. Ogromny zbiór danych – informacji o praktycznie wszystkich interesujących ich dziedzinach. Więc czemu się dziwić, że z niego chcą korzystać?
W moim otoczeniu wielokrotnie spotkałem się z zagadnieniem powoływania się na publikacje z internetu. Ilekroć zwracałem komuś uwagę, że treść jakiegoś dokumentu należy pobrać z zaufanego źródła, a nie z byle jakiej strony słyszałem, że się czepiam: No przestań, przecież to Internet…
To dość ciekawe zjawisko! Właśnie sobie uświadomiłem, że może wcale nie dotyczy tylko internetu. My po prostu chcemy ufać. Chcemy za wszelką cenę znaleźć oparcie dla własnej wiedzy. To właśnie sprawia, że jesteśmy gotowi uwierzyć praktycznie każdemu źródłu. Byleby tylko informacje te nie były rażąco dla nas sprzeczne
.
Czyż nie tak dzieje się teraz w czasie kampanii wyborczej? Fenomen ostatnich miesięcy pokazuje, że nie wiemy już w co wierzyć i komu. Dostajemy sprzeczne informacje. Co w takim razie decyduje o tym, które informacje przyjmujemy jako prawdziwe?
Odpowiedź na to pytanie wydaje mi się prosta. To jest kwestia autorytetu i zaufania. Wszystko zależy, które źródło informacji wydaje nam się bardziej wiarygodne. Wiarygodność najczęściej wiąże się z naszym doświadczeniem wskazującym kto się mniej lub bardziej myli. Ile otrzymanych informacji zgadza się z rzeczywistością. W uproszczeniu w dowolnej wypowiedzi wystarczy użyć kilku truizmów i kilka mało możliwych do sprawdzenia tez i mamy przepis na kreowanie rzeczywistości.
Internet jest postrzegany jako źródło danych, w którym można znaleźć informacje na praktycznie każdy temat. Znajdują się w nim informacje prawdziwe, mniej prawdziwe i całkiem fałszywe. Informacje te są ze sobą wymieszane. Ktoś kto chce znaleźć jakąś informacje znajdzie ją na pewno. I tylko od niego będzie zależało czy będzie ją uważał za godną zaufania.
Niestety spotykani przeze mnie ludzie korzystający z Internetu najczęściej nie zastanawiają się nad kwestią prawdziwości informacji, które znajdują w internecie. Pojęcie certyfikatu i podpisu danych są dla nich całkiem obce. Zaufanie do źródła danych traktują zwyczajowo i całkiem nieświadomie. Wystarcza im, że w internecie mogą znaleźć prawdziwe informacje. To przeświadczenie im wystarcza jako uwiarygodnienie tego źródła. Dodatkowo w ludzkiej świadomości istnieje przeświadczenie, że komputery się nie mylą. I w ten sposób wracamy do początku tej wypowiedzi. Nie dziwi mnie specjalnie powołanie się na Wikipedię.
Wczoraj podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami z moją współmałżonką, która okazała się beznamiętnie rzeczowa w tej kwestii i skwitowała to jednym zdaniem:
- Po to się ma wyższe wykształcenie, aby umieć odróżnić wiarygodne źródło od niewiarygodnego bez względu czy to jest publikacja internetowa, książkowa, wypowiedź słowna czy wystąpienie w telewizji lub radiu.
Ale nie wszyscy posiadają wyższe wykształcenie…
Kolega z pracy, skomentował ze smutkiem ostatnie wydarzenia polityczne w naszym kraju:
- Po demokracji musi pojawić się jakiś inny system, jestem ciekaw jak będzie on wyglądał…
Posted by By: tryt |
