Orhan Pamuk, Nazywam się Czerwień
Laureat nobla z 2006, chociaż to niekoniecznie rekomendacja, bo ta nagroda zbyt często służy wydobyciu na światło pewnego regionu, czy nurtu literackiego, a nie wyrażeniu szacunku dla mistrza.
Tym razem cytatów wiele, bo ta powieść broni się swoją formą. Formą zakorzenioną w opowieściach z tysiąca i jednej nocy i tak jak te opowieści wypełnioną dygresjami a czasem i dłużyznami (w końcu opowiadająca chciała zgodnie z tradycją przedłużyć swe życie )
Świat poznajemy poprzez kolejne opowieści, i ludzi i nie ludzi, zabarwione czasem filozofią, czasem ploteczką. Sami opowiadający zmieniają punkt widzenia wielokrotnie, czytelnik czy może raczej "słuchacz" właściwie na swój własny punkt widzenia szansy nie ma. Może tak jak w życiu – jeśli nie znamy obiektu plotek bezpośrednio, to trudno nam go polubić lub znienawidzić. Tak samo trudno tu polubić kogoś z bohaterów czy przyjąć jego punkt widzenia, a kogoś innego potępić. Osobiście nie przepadam za powieściami, w których nie da się emocjonalnie zintegrować z kimś, a po zamknięciu książki zastanowić się co było dalej. Chociaż Pamuk przyciąga obrazami świata dla mnie egzotycznego i to trzyma przy opowieści do końca. Opowieść zaś mieści się gdzieś na skrzyżowaniu romansu, powieści kryminalnej i rozważań o sensie może nie tyle życia, ile tu akurat sztuki, która życie bohaterów wypełnia. Na koniec wszystko zostaje wyjaśnione, podsumowane, a rozterki czy malowanie świata jest sprzeciwianiem się Allahowi staje się bezprzedmiotowe, bo sztuka odchodzi z zniknięciem sponsorów.
Nazywam się czarny
[…]przemierzając nie kończące się stepy, melancholijne perskie miasta i pokonując ośnieżone góry – zdałem sobie sprawę, iż powoli zapominam twarz mojej miłości z czasów młodzieńczych. Zaniepokoiłem się i starałem się ją sobie przypomnieć, ale zrozumiałem, że choćby nie wiem jak bardzo się kogoś kochało, długo nie widziana twarz w końcu zaciera się w pamięci.[…] A gdy wreszcie po dwunastu latach, mając lat trzydzieści sześć, wróciłem do swego umiłowanego miasta, stwierdziłem z bólem, że wspomnienie ukochanej osoby ulotniło się z mojej pamięci na dobre.
[…]Może zdążyliście się już zorientować, że ludziom takim jak ja – melancholikom, dla których miłość, ból, szczęście i niedola są jedynie wymówkami służącymi do podtrzymywania wielkiej samotności – życie nie oferuje ani wielkich radości, ani wielkiego smutku. Nie twierdzę, że nie możemy wiązać się z duszami dręczonymi podobnymi uczuciami – wprost przeciwnie, współczujemy im. Nie możemy jednak zrozumieć dziwnego niepokoju, który ogarnia nas w takich chwilach. Ta cicha udręka mąci nam umysł i studzi serca, zajmując miejsce przeznaczone na prawdziwą radość i smutek.
Nazywam się Ester
[…]Czy to miłość robi z ludzi głupców, czy też tylko głupcy potrafią się zakochać? Latami sprzedawałam ubrania po domach i byłam swatką, a na to pytanie nie umiem odpowiedzieć.[…] Wszyscy głupcy uważają, że miłość wymaga specjalnego pośpiechu. Ujawniając moc swego uczucia wkładają broń w ręce ukochanych – a one, jeśli są mądre, odpowiedź odkładają na później. Podsumowując: pośpiech odsuwa w czasie zaznanie owoców miłości.
[…]Gdybyście tak jak ja handlowali tkaninami i doręczali listy, wiedzielibyście, że tylko bogactwo, władza i słynne romanse przyciągają ludzką ciekawość. Reszta to troski, rozłąką, zazdrość, samotność, wrogość, łzy, plotki i nie kończąca się bieda. Takie rzeczy się nie zmieniają, podobnie jak przedmioty w domu […]
Nazwą mnie mordercą
[…]rezygnując z logiki, całymi tygodniami i latami karmimy się fantazjami, aż pewnego dnia widzimy coś – twarz, przedmiot, szczęśliwego człowieka – i nagle uświadamiamy sobie, że nasze marzenia nigdy się nie spełnią. Nie uda się nam ożenić z ukochaną dziewczyną i nigdy się nie spełnią. Nie uda się nam ożenić z ukochaną dziewczyną i nigdy nie osiągniemy wymarzonej pozycji w życiu.
[…] Chciałem stwierdzić: "To szatan pierwszy powiedział ‘ja’. To szatan wprowadził styl. To szatan oddzielił Wschód od Zachodu". Ale zamknąłem oczy i kierując się sercem namalowałem go na grubym papierze.
Ja, kobieta
Oglądanie twarzy kobiety, rozmowa z nią doświadczanie jej bliskości (jako człowieka) otwiera nas, mężczyzn, zarówno na palące pożądanie, jak i głębokie duchowe cierpienie. Dlatego najlepiej nie patrzeć na nie, szczególnie te ładne, aż do ślubu, jak nakazuje nasza szlachetna wiara. Najlepszym sposobem na zaspokojenie cielesnych pragnień jest towarzystwo pięknych młodzieńców. Mogą w sposób zadowalający zastąpić kobietę, a po pewnym czasie stają się też przyjemnym nałogiem
Posted by By: elffaran |
