sentymentalnie
Cytat o kształtowaniu się relacji sąsiedzkich to dobra wymówka by powspominać, jak te relacje zmieniały się w „moim” świecie. Babcia właściwie nie uznawała zamkniętych drzwi. Nawet jeśli chwilowo były zamknięte, bo wyszła, to i tak wszyscy znajomi wiedzieli gdzie jest klucz. Ogród łączył z sąsiedzkimi ogrodami system furtek i drabinek pozwalających się przemieszczać między sąsiednimi domami bez wychodzenia na ulicę. A środkiem ogrodu biegł swoisty trakt pozwalający sąsiadom skrócić sobie drogę z ulicy na ulicę. Nikt nie pukał. W kuchni zwykle ktoś siedział. By poplotkować, albo zwyczajnie posiedzieć, bo babcia gdzieś sobie akurat poszła. Czasem ktoś wpadał po zakupy, bo dom babci stanowił też nielegalny sklepik z zakąską, czymś do zakąski i słodyczami. Przy tych ciągle otwartych drzwiach i przewijającej się sporej ilości ludzi nie przypominam sobie, by coś zginęło.
Z drugiej strony ja, jako dziecko, całe dnie wędrowałam po okolicy i całkiem często żywiłam się u sąsiadów, czy wpadałam do nich, bo zaczął padać deszcz i popsuł zabawę.
Zastanawiam się na ile ta sąsiedzka komuna wynikała z osobowości starszych już wówczas pań (bo wszystkie relacje sąsiedzkie kręciły się wokół kobiet), a na ile z doświadczeń wojny, powstania i trudności powojennych, kiedy to zapewne przetrwanie samemu było trudniejsze, niż przetrwanie razem. W każdym razie drobna sąsiedzka pomoc była naturalna, nie tylko w kwestii pożyczenia cukru, ale i podwiezienia, powieszenia szafek czy podłączenia butli z gazem. Utrzymywanie więzi z ludźmi mieszkającymi blisko było też dość naturalne w czasie, gdy brak środków komunikacji utrudniał kontakt z ludźmi, którzy się wyprowadzili. Babcia miała przyjaciółkę mieszkającą gdzieś dalej w mieście. Widać ważną, bo przyjaźń przetrwała mimo, że odwiedziny to była cała wyprawa. Żadna nie miała telefonu. A dojazd zajmował sporo czasu.
Kolejne pokolenie miało przynajmniej telefony w pracy, podawanie tego pracowego numeru było na porządku dziennym, tak jak i wykorzystywanie go do prywatnych pogaduszek. Ważniejsze stały się znajomości ze szkoły czy pracy. No i jedni zaczęli odczuwać potrzebę zamykania drzwi i likwidacji przejść, a inni się wyprowadzili do nowo budowanych bloków. W bloku rozpoznawało się ludzi ze swojej klatki i grzecznościowo mówiło dzień dobry. W sytuacjach awaryjnych od sąsiadów z piętra można było pożyczyć krzesło na przyjęcie czy sól, ale raczej nie pamiętam jakiś wspólnych sąsiedzkich działań czy pomocy. Z wyjątkiem urodzin dzieci, które są w podobnym wieku.
Z szeroko rozumianą komunikacją jest coraz lepiej. Poza tym ważniejsze od codziennej pomocy w „przetrwaniu” jest załatwienie różnych spraw, w końcu jest to PRL gdzie obowiązuje kultura kombinowania i pod socjalistycznym pustym rynkiem kwitnie gospodarka wymiany usługi za usługę. Tak więc w bloku wszyscy znają tego, kto naprawia telewizory i u kogo można zostawić dziecko pod opieką.
PRL się skończył, przybyło za to środków komunikacji. Telefon każdy ma w kieszeni, komunikatory i maile pozwalają przynajmniej części ludzi ignorować strefy czasowe i odległość. Częściej środkiem kontaktu jest dla mnie IM niż bezpośrednia rozmowa, mniej zwracam uwagę na otoczenie bezpośrednie. Wróciłam do domku mojej babci, teraz tutaj domy mają solidne ogrodzenia i nie mam aż tyle zaufania do sąsiadów by zostawiać im klucze, chociaż i tak czuję się tu bezpieczniejsza niż w bloku. Sąsiadów rozpoznaję tych, których pamiętam z dzieciństwa. Przez pierwszy okres dużo przebywałam w domu, a raczej w ogrodzie, starając się uporządkować teren. To dawało okazję do wymiany paru uprzejmości przez płot. Potem zmieniło się to na cykl: rano wyjazd do pracy, wieczorem powrót, kiedy już w części okien jest ciemno i raczej nikt nie przebywa przed domem. Rozumiem ludzi, którzy po zaparkowaniu chcą tylko zamknąć drzwi od domu za sobą. Ten czas chcesz wykorzystać dla rodziny i tych, których poznałeś i polubiłeś, a nie dla przypadkowego najbliższego otoczenia.
Babcia w domu była cały czas, pracowała w domu. Moi rodzice wracali najpóźniej o 17. Mnie zdarzało sie dotrzeć do domu z pracy po 22. Zmienił się styl życia, zmienił się sposób komunikacji między ludźmi, myślę, że zmieniły się także nasze oczekiwania w stosunku do relacji międzyludzkich.
Nie zmieniło się jedno – dzieci i szkoła – jak widzę nadal skutecznie przywiązują do konkretnego miejsca i zmuszają do zapoznania się z najbliższym otoczeniem.
Posted by By: elffaran |
