Nie jest dobrze…
Obserwuję sobie naszą gospodarkę i ostatnio marudzę znajomym, że nie jest dobrze i że najprawdopodobniej za 9 miesięcy będzie naprawdę źle. Moja opinia opiera się na przeczuciu a nie na jakiejś głębokiej analizie. Nie czuję się na siłach do poważnych analiz i wniosków, trochę brak mi w tej branży doświadczenia
.
Moje marudzenie nie wynika z prostego wnioskowania, że jak teraz jest tak dobrze, to będzie strasznie źle, bo tak w końcu musi być, tylko z powiązania kilku faktów:
- Obserwujemy niesamowity spadek bezrobocia co powoduje, że pracownicy coraz mniej szanują swoją pracę. Najlepiej to widzę na swojej budowie. Ludziom nie zależy na pracy, bo są przekonani, że i tak gdzie indziej ją znajdą.
- Wzrost koniunktury w branży budowlanej spowodował ogromny wzrost cen materiałów i usług. Wzrost ten nie jest współmierny ze wzrostem płac (w śród odbiorców tych materiałów i usług).
- Koniunktura w branży budowlanej (w tym roku) i na rynku funduszy inwestycyjnych (w zeszłym roku, napędzanych przede wszystkim reklamami) powodują “owczy pęd” wśród osób chcących szybko i dużo zarobić, Osoby te nie analizują czy inwestycja się zwróci czy nie przy uwzględnieniu rozwoju sytuacji na danym rynku (inwestując w coś dobrze jest znać się na danym temacie
). - Ludzie nie zastanawiają się nad tym, że podejmowane akcje powodują pewne reakcje, nie zawsze przewidywane lub pożądane – ryzyko inwestycyjne.
Z powyższych punktów można ułożyć sobie następujący scenariusz:
Pan Kowalski posiada trochę oszczędności. Udziela mu się optymizm inwestycyjny i postanawia zarobić na sprzedaży wybudowanej nieruchomości, może postanawia wybudować sobie dom lub kupić mieszkanie bo tak robią inni – nie ważne – chce zainwestować.
Określa ile kosztować go będzie inwestycja i zaciąga kredyt. Rozpoczyna realizację inwestycji po czym okazuje się, że oprócz opóźnień w wykonaniu prac, koszty materiałów i usług wzrosły. Nie jest w stanie zakończyć inwestycji bez dodatkowych środków. Zgłasza się do banku z prośbą o podwyższenie kwoty kredytu. Okazuje się, że bank w związku z pogorszeniem się sytuacji na rynku zaostrzył kryteria oceny zdolności kredytowej lub zwiększył marżę co uniemożliwia otrzymanie funduszy lub podraża jeszcze bardziej inwestycję.
Pan Kowalski może nie otrzymać koniecznych środków i bank z powodu nie wywiązania się z umowy zajmie mu nieruchomość. Jeśli Pan Kowalski otrzyma środki z podwyższenia kredytu może się okazać, że inwestycja już nie jest opłacalna, bo na rynku z powodu pogorszenia się sytuacji, ceny poszły w dół, a koszty Pan Kowalski już poniósł.
Pan Kowalski ma pecha jeśli mu się uda skończyć inwestycje będzie musiał najprawdopodobniej ją szybko spieniężyć, bo ceny będą nadal szły w dół (będzie wiele osób w podobnej sytuacji jak Pan Kowalski), a przecież jeszcze ma kredyt do spłacenia…
Moim zdaniem kto zdąży zakończyć swoją inwestycję do końca roku wygra, kto nie – ups…
Ja uważam się za wrednego kapitalistę i ta sytuacja mnie cieszy
. Mam zamiar poczekać na załamanie się rynku nieruchomości, zebrać trochę funduszy i odkupić niedokończoną budowę za “grosze”
. Przecież wiadomo, że jak ceny maleją należy inwestować, jak rosną realizować zysk.
Tak sobie marudziłem przez ostanie 2 tygodnie, a tu dziś znalazłem na gazecie ciekawy artykuł, który uświadomił mi to co brałem na wyczucie, a co tak naprawdę jest czynnikiem, który zdecyduję o losie naszej gospodarki. Serdecznie polecam ten artykuł. Dużo mówi o ludzkich zachowaniach.
Posted by By: tryt |
