Syndykat nudy i zmiany w idei blogowania
Portal gazety czas jakiś temu postanowił dodać do swojego enginu blogowego listę blogów polecanych. Miało to być urokiem przyciągającym do bloxa blogerów wyjątkowych i zarazem sposobem na skierowanie ruchu klikaczy na dobre blogi. Moim zdaniem jest nieporozumieniem, albo może kółkiem wzajemnej adoracji, może nawet przyciąga blogerów żadnych poczucia się „wyjątkowym”, ale zwykłemu czytelnikowi bloga nie daje nic interesującego. Wybierane są blogi tematyczne. Już samo to wyklucza dużą ilość blogów pisanych dobrze, barwnie, ale tak jak to blogi – o tym, co w danej chwili autora interesuje czy bulwersuje. W syndykacie blogi są dobrane według kryterium zachowania monotematyczności, ale nie są tematycznie podzielone. Na jakiej podstawie autor tego pomysłu założył, że interesujące dla czytelnika będzie wszystko, włącznie z blogiem o fascynującym życiu pingwina na lodowcu (bo zakładam, że gdyby taki powstał też do syndykatu by pasował)? Co więcej patrząc na liczbę blogów z przepisami na potrawy, to syndykat jest też sposobem na promowanie wtórności. Cóż prostszego, niż założyć kolejny taki blog?
Tyle o syndykacie, teraz trochę o blogach tematycznych. Zjawisko samo w sobie jest ciekawe i stosunkowo nowe, bo do niedawna blogi charakteryzowały się raczej konsekwencją zachowania pewnej formy literackiej niż ograniczaniem tematyki. Obecnie systemy blogowe przestały być miejscem, gdzie prowadzi się publiczny pamiętnik, zaczęły służyć jako mini cms’y dostępne dla każdego chętnego. Wyposażone w możliwości tagowania, dzielenia na kategorie i galerie, są już całkiem czymś innym niż internetowy „notepad” oferowany przez nlog (bodaj pierwszy polski serwer blogowy i nadal zakonserwowany – nlog.org jak ktoś jest ciekawy). Stały się idealnym sposobem na zaprezentowanie swoich zainteresowań, założenie strony o ulubionym zespole czy publikowania artykułów o działalności małej fundacji. Pokazują wartość i siłę posiadania możliwości informowania na bieżąco zainteresowanych daną kwestią.
Rzut oka na listę najpopularniejszych w bloxie, pokazuje, że takie blogi cieszą się dużym zainteresowaniem. Niewątpliwie fanka Tokyo Hotel (what the fuck is Tokyo Hotel?) ma dzięki blogowi możliwość codziennej publikacji nowości, czego pewnie nie robiłaby prowadząc stronę obsługiwaną przy pomocy edytora html. Myślę, że to wróży całkowitą zmianę „darmowych” serwerów hostujących strony w składnice plików. Co zresztą wcale nie oznacza upadku zainteresowania html’em jako językiem formatowania stron www. Duża część systemów blogowych oferuje możliwość edycji wyglądu bloga, czy też przygotowania dla niego wyjątkowego, własnego szablonu. Samo to wydaje się być wystarczającą pokusą dla wielu, by zajrzeć w kod. Za to szczęśliwie giną radosne zastosowania javascriptu do różnej maści spadających gwiazdek i innych ustrojstw wędrujących po stronie i skutecznie utrudniających jej czytanie. Poprzez położenie nacisku w blogach na przekaz i aktualność, a nie na wygląd, zaczyna być modna czytelność stron. Tym samym wydaje mi się, że rozwój blogów naprawdę zapisał piękną kartę w rozwoju internetu. I to nawet jeśli pominąć wartości literackie i informacyjne blogów.
Systemy blogowe oferują teraz cud, miód i orzeszki – to daje możliwość prowadzenia świetnej strony, ale jak na to spojrzeć z punktu widzenia starego blogowicza – po co to wszystko? Do prowadzenia pamiętnika wszystkie wodotryski są zbędne, odciągają uwagę od treści i języka i charyzmy blogowicza. Stąd też – paradoksalnie archaiczny nlog nadal ma swoich użytkowników. Ciekawi mnie czy dojdzie z czasem do podziału platform właśnie według tego, czy będą zawierać blogi w starym stylu, czy też strony tematyczne. Wydaje się to logiczne. Te pierwsze bardziej potrzebują elementów społecznościowych, jakie ma choćby livejournal, a te drugie dobrych katalogów tematycznych, forów i wyszukiwarek.
Posted by By: elffaran |
