Sztuka flirtu w pracy
Słownik języka polskiego definiuje znaczenie słowa “flirt” jako:
1.) «prowadzenie zalotnych rozmów i czynienie kokieteryjnych gestów; też: taka rozmowa»
2.)«przygoda erotyczna»
3.) «rodzaj gry towarzyskiej»
4.) «przelotny kontakt z jakąś ideologią, organizacją, dziedziną nauki lub sztuki»
W tym pierwszym znaczeniu mieści się wymiana miłych słówek i gestów, które służą przyjemnemu wypełnieniu luki w czasie dla obu stron, no i co pewnie ważniejsze, zasygnalizowaniu, że zobaczyliśmy w naszym rozmówcy osobę płci przeciwnej, o niebieskich oczach na przykład, lub czarnych włosach, w każdym razie kogoś kto nie jest tylko robotem reagującym na polecenia, czy realizującym z góry ustalony program. A to miłe szalenie jest, bo przecież równouprawnienie, to nie ujednolicenie. Chcę, żeby wyniki mojej pracy czy nauki były oceniane same w sobie, a nie przez moją płeć i zdaję sobie sprawę, że z tym różnie bywa, ale to nie znaczy, że przestałam być kobietą, czy przestałam zauważać mężczyzn! I w pracy i w szkole nie przestajemy być ludźmi, dlaczego więc traktować innych jak bezosobowe roboty?
Jakiś czas temu starszy pan przepuszczając mnie w drzwiach na moje “dziękuję” odpowiedział “ależ to dla mnie sama przyjemność”. Proste zdanie prawda? I wypowiedziane raczej na zasadzie odruchu i dobrego wychowania, a zapewniam, że tak promiennie jak się uśmiechnęłam, to rzadko się zdarza. Równie promiennie zawsze reagowałam na angielskie “age after beauty” jednego z lektorów angielskiego.
Mam wrażenie, że sztuka lekkiej rozmowy towarzyskiej i umiejętność okazania czegoś gestem, lub powiedzenia komuś drobnego komplementu niejako “mimochodem” umiera. Kiedyś tego ludzie uczyli się “na salonach”, obserwując starszych. Dziś przyjęcia miedzypokoleniowe raczej nie występują, chyba że chodzi o stypy lub wesela, a pokolenia żyją w swoich rozdzielonych światach. I tym samym wśród młodszych zanikają takie obyczaje jak przepuszczanie kobiety w drzwiach, odsuwanie krzesła przy stole, czy podawanie ubrania. Zanika też umiejętność powiedzenia osobie płci przeciwnej czegoś miłego w sposób nieinwazyjny, nie powodujący poczucia chamskiego podrywu, czy odebrania jako bezczelny komentarz. Pracując wśród młodych mężczyzn tak naprawdę zauważyłam tylko trzech, którzy potrafią powiedzieć kobiecie coś miłego. Na kilkudziesięciu to słaby wynik naprawdę, zwłaszcza że z tym poziomem kultury różnie bywa przy okazji.
Fakt, że w środowisku pracy w zależności od charakteru adresatki, czy adresata, te same słowa mogą być zinterpretowane i jako flirt i jako agresja, czy naruszenie osobistych granic. Mnie nie zdarzyło się oburzyć z powodu słów, co najwyżej odgryzę się tak czy inaczej i pomyślę, że koleś przegina. Zresztą sama potrafię różne komentarze wygłosić, bezczelne czasem. Z drugiej strony wiem, że niektóre kobiety by się na moim miejscu czasem obraziły. Tylko czy warto?
W każdym razie zacytuję za “Charakterami”:
“Przemoc emocjonalna wyraża się w nieprzyzwoitych wypowiedziach, wulgarnych żartach lub rozmowach o seksie w obecności osób, które nie chcą albo nie powinny tego słuchać. Czasem napastnik twierdzi, że to tylko flirt. Tyle że granica między flirtem a napastowaniem jest jednoznaczna. Flirt to umowa dwóch osób na zachowanie sprawiające przyjemność, nienaruszające granic fizycznych i pozostające bez zobowiązań. Natomiast do seksualnego napastowania zalicza się wszelkie zachowania dokonywane bez wyraźnej zgody drugiego człowieka. Mogą to być pikantne dowcipy, gwizdanie na widok kobiety, wulgarne wypowiedzi na temat jej wyglądu, niby przypadkowe dotknięcia, podsuwanie gazet pornograficznych albo niedwuznaczne propozycje.”
…ale też i dla równowagi fragment artykułu z Ithink napisanego, co warto podkreślić, przez kobietę:
Flirt to swoista kurtuazja, która bardzo nam pomaga w życiu codziennym. Komplementy topią lody. Działa to w obydwie strony. Stajemy się dla siebie uprzejmiejsi. Pani Krysia umówi nas szybciej na spotkanie z szefem. A kolega Specjalista ds. Badań znajdzie interesujące nas informacje z przyjemnością ( no może trochę z tą przyjemnością przesadzam, ale dobrze że w ogóle znajdzie).
Swoboda, pewność siebie i uprzejmość. Nawiązanie kontaktu nie jest takie trudne. Jeszcze nikogo nie obraziły miłe słowa, dzień dobry w windzie, czy " O jak ładnie Pani dziś wygląda". Wszyscy lubimy pochwały. Każdy też lubi nawiązywać nowe znajomość, prowadzić pogawędki o niczym. Mało jest jednak ludzi śmiałych, przełamujących pierwszą barierę. Ja zdecydowanie zachęcam. Flirt to bardzo pożyteczne zajęcie. Jest jak lekarstwo. Poprawia humor, sprawia że czujemy się atrakcyjni, dodaje energii i witalności.
I znów w drugą stronę – trochę o traktowaniu kobiet w pracy za gazetą “praca” :
Jak Pani myśli, co jeszcze sprawia, że kobiety nie docierają na zawodowy szczyt?
Być może to także problem protekcjonalnego traktowania kobiet. Polscy panowie menedżerowie – szczególnie ci starszej daty – mają taki osobliwy zwyczaj, że kiedy spotykają młodą kobietę, nie mówią: ‘Miło mi panią poznać, podobało mi się to i to, co pani zrobiła’. Zamiast tego jest komentarz co do wyglądu, komplement. Gdy niedawno przedstawiałam klientowi mój zespół (składa się z samych młodych kobiet), usłyszałyśmy: ‘O, jakie śliczne dziewczyny!’.
Odpowiedziała Pani coś temu klientowi?
Nie, ale mój szef, który był przy tym obecny, zapowiedział, że jeśli jeszcze raz coś takiego się zdarzy – zareaguje.
Szczerze mówiąc dla mnie to jest mylenie pojęć. Jeśli ktoś mi mówi, że ładnie wyglądam to super i to wcale nie oznacza, że nie docenia mojej pracy. Co więcej, nie widzę też powodu, dla którego na widok zespołu męskiego miałabym nie powiedzieć, że to super pracować z przystojnymi facetami. Niektórzy mogą jeszcze pamiętać jak to przychodząc to eo, wówczas mocno męskiego jeszcze, stwierdziłam, że to jak wpaść w talerz czekoladek, tylu młodych mężczyzn dookoła…
Z przeciwnej strony barykady – zdarzyło mi się pracować z panem, który do kobiet miał stosunek mocno protekcjonalny, ale to zupełnie nie przeszkadzało mu zwracać się do mnie z każdą “fachową” rzeczą, jak po kilku rozmowach nabrał przekonania, że ja te sprawy załatwiam do końca. I tu decyduje postawa bezpośredniego przełożonego – bo klient do każdej osoby współpracującej musi nabrać zaufania, nieważne czy to mężczyzna czy kobieta. I z mojego doświadczenia – klienci potrafią oceniać bardziej niezależnie od płci niż koledzy z pracy.
Kobietom trudniej jest dotrzeć na zawodowy szczyt, nie z powodu flirtów i flircików, ale z powodu poczucia zagrożenia jakie, chyba nawet nie całkiem świadomie, hodują sobie ich koledzy z pracy i przekonania, że mężczyzna źle traktowany zmieni pracę, zaś kobieta uszy po sobie położy, bo jej na pracy zależy bardziej. To ostatnie jest niestety prawdziwe, ze względu na fakt, że wbrew zakorzenionym przekonaniom, kobiety są często jedynymi żywicielami rodziny.
Podsumowując – flirty są miłe, a groźne dla kobiet nie są miłe słowa, lecz ciasne przekonania niektórych.
Posted by By: elffaran |
