Studencie co dalej?
Dlaczego o tym piszę? Przypomniał mi się mój własny wybór – zdałam egzaminy na dwa kierunki: psychologię i nauki społeczne. Oba bardzo wówczas oblegane. W obu wypadkach miałam "fantastyczne" wyniki, mogłam więc stroszyć piórka i czuć się bardzo rozsądna. Rozsądna, bo w obu przypadkach egzaminy wymagały wiedzy innej niż szkolna i przeprowadzenia wielomiesięcznej operacji "samodzielne przygotowania". Oba wybory były z punktu widzenia zarówno moich predyspozycji jak i rynku pracy dość absurdalne. Rzecz w tym, że studia najczęściej wybierane są w takim momencie życia, gdy człowiek jeszcze niewiele wie o sobie i o świecie. Niby jest dorosły, ale w niewielkim stopniu za siebie odpowiedzialny, zwykle wogóle jeszcze nie zna odpowiedzialności za innych, za dom, rodzinę i rachunki. W gruncie rzeczy jego odpowiedzialność często sprowadza się do zarobienia drobnych na przyjemności.
5 lat później, jeszcze przed obroną pracy magisterskiej, zdałam na studia ścisłe i nie miałam wątpliwości, że "w humanistycznym zawodzie" pracować nie będę. Ale też – nie żałuję tych kilku lat, zwłaszcza że przeżyłam je całkiem nieźle sponsorowana przez państwo w ramach stypendium naukowego, no i przeżyłam je tocząc dyskusje o lepszym świecie, ulepszaniu społeczeństwa czy różnicach kulturowych. Mówiąc górnolotnie – nauczyłam się myśleć i patrzeć z różnych perspektyw. Mogłam popatrzeć z różnych stron na to jak rzeczywistość społeczna jest tworzona, a nie "dana" odgórnie. Wiele z tych wykładów i dyskusji przydało by się wszystkim i dużo wcześniej niż na etapie studiów – może mniej by było fanatyków bijących się na ulicach w imie jednakowo niesłusznych racji. Świat jest wielobarwny i wieloznaczny, a my w procesie wychowania mamy wdrukowaną jego bardzo ubogą wersję.
Było i miło i ambitnie i stymulująco do pewnego momentu. Konkretnie do momentu, kiedy zaczełam się zastanawiać jakie jest przełożenie tej nauki na praktykę. Dobrze mieć świadomość, że robi się to dla własnego rozwoju intelektualnego i przyjemności przedłużania "swobodnego" życia, a nie dla nabycia umiejętności zawodowych. Inaczej zderzenie z rzeczywistością po studiach jest zdecydowanie przykre.
Przykre jest też odkrycie, że wybory edukacyjne wraz z kolejnymi reformami, tworzą coraz więcej zamknietych ścieżek, co oznacza, że w momencie, kiedy człowiek mógłby dokonać wyboru świadomie ten wybór będzie już nieosiągalny. Co mam na myśli? Przykładowo – zastąpienie egzaminów konkursem świadectw, podczas gdy "moje pokolenie" o oceny nie dbało zupełnie, ważniejsze było pokazanie nauczycielom "swojego ja" (osobiście nadal uważam, że w okresie szkolnym ważnejsze jest kształtowanie niezależności myślenia i konsekwencji postępowania, a nie ładne laurki na koniec). Niektórzy tak jak ja właśnie – nie zdawali wogóle matematyki, co teraz oznacza duży problem w przypadku kierunku matematyki wymagajacego. To już nie jest kwestia wiedzy, czy chęci, ale formalności. Kolejne ograniczenie to fakt, że studia wieczorowe czy zaoczne najczęściej są kosztowne, a dorosły człowiek raczej nie porzuci pracy na rzecz studiów dziennych. Z czasów studiów (!) pamiętam dyskusje o tym jak powinny być przeprowadzane reformy edukacji by zminimalizować liczbę "ślepych ścieżek" i każdemu dać szansę nauki z korzyścią dla człowieka i jego otoczenia, cóż absolwentów pochłoneła proza życia, a rządzący nie pochodzą z kierunków o ambicjach intelektualnych.
Posted by By: tryt |
