Ostatni kontynent, Terry Pratchett

Kolejny tom z cyklu o świecie dysku, tym razem ponownie z Rincewindem na pokładzie. Jak wszystkie częsci o magach – pełen zabawnych cytatów, które spokojnie można wyrwać z kontekstu, bo zasadniczo kontekstu nie mają. Części o magach mają swoich zwolenników, choć ja osobiście preferuję nawiązania do współczesności w tomach o Straży. Kawalki o magach za to czyta się łatwo, lekko, przyjemnie i bez skupienia. Powiązania miedzy wydarzeniami są luźne. Akcja mało sensowna, ale ogólnie jest zabawnie, no prawie jak w życiu. Odkąd pojawił się Myślak i jego HEX popularność cyklu wśród informatyków powinna wzrosnąć. Ciekawe czy Myślak wybije się na samodzielną postać?

[update po konsultacji z illim] Nawiązania do filmów z Australią w tle są oczywiste. Tak Mad kojarzy się z MadMaxem, a krokodyl Korkodyl z Krokodylem Dundee. Przyznaję, jestem filmowym analfabetą i jestem z tego dumna. Aczkolwiek po pokazaniu palcem – mogę się zgodzić, bo przypadkiem (szczęsliwym?) akurat te dwa filmy widziałam i pamietam. Z MadMaxa najlepiej pamiętam "We don’t need another hero" by Tina Turner. Wolę słuchać niż patrzeć, zamiast obrazków wystarcza mi wyobraźnia i dlatego też pewnie preferuję książki, a nie filmy.

"Większość nocy poświęcał teraz na obserwowanie, jak HEX łowi niewidzialne teksty, poszukując jakichkolwiek wskazówek. W teorii, ze względu na naturę L-przestrzeni, absolutnie wszystko było dla niego dostępne, ale wynikało z tego właściwie tyle, że praktycznie nie dało się czegokolwiek znaleźć. Taki jest właśnie cel istnienia komputerów."

"Człowiek siedzi gdzieś w jakimś muzeum i pisze nieszkodliwą książkę o ekonomii politycznej, aż nagle giną tysiące ludzi, którzy nawet jej nie czytali, z powodu tych, którzy nie zrozumieli żartu. Wiedza jest niebezpieczna, dlatego właśnie rządy często zamykają ludzi potrafiących myśleć powyżej pewnego kalibru".

"Nie jest nawet odważny. Tyle, że znalazł się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Starzec dał do zrozumienia, że to właśnie jest definicja bohatera" 

"Stwórcy nie są bogami. Tworzą miejsca, co jest dość trudne. To ludzie tworzą bogów, co wiele wyjaśnia"

"Konstelacje na Dysku zmieniały się dość często[…]To oznaczało, że astrologia jest nauką z pierwszej linii badań, a nie, jak gdzie indziej chytrym sposobem unikania normalnej pracy. To zadziwiające, jak ludzkie cechy charakteru i ludzkie sprawy mogą być tak pewnie i regularnie kierowane, przez zbiór wielkich kul plazmy, z których większość nigdy nie słyszała o ludzkości."

"Ależ przecież cofneliśmy się w czasie […]Może pan teraz… nadepnąć na mrówkę i efekcie uniemożliwić komuś w przyszłości narodziny![…] To dobra wiadomość. Jest paru ludzi, bez których historia świetnie by sobie poradziła. Ma pan pomysł jak znaleźć właściwe mrówki?"

"Istnieje pewien typ zwierzchnika rozpoznawany dzięki swemu hasłu "Moje drzwi są zawsze otwarte"; prawdopodobnie lepiej byłoby zatłuc się na śmierć własnym CV, niż dla niego pracować."

"Wolnomyśliciele to wspaniali ludzie, ale nie powinni tak sobie chodzić i myśleć byle czego"

"Zwykle bóg bez wyznawców jest potężny jak piórko w huraganie, ale […] on sam całkiem dobrze potrafił sobie bez nich radzić. Może to dlatego, że całkiem dobrze wierzył w siebie. Chociaż nie, oczywiście nie w siebie, ponieważ wiara w bogów jest nieracjonalna. Ale wierzył w to co robi."

"[…] I nawet im powiedziałem: "Starać się Będziecie Naprawdę Żyć w Zgodzie ze Sobą Wzajemnie".

-I udało się?

-Trudno stwierdzić z całą pewnością. Wszystkich wybili wyznawcy boga z sąsiedniej doliny, który kazal im mordować każdego, kto w niego nie wierzy. Okropny typ, niestety"

"Kwestorowi wydawało się, że są tu także inni ludzie. Nie widział ich ani nie słyszał, ale coś w kościach ich wyczuwało. Jednakże kwestor był także całkiem przyzwyczajony do obecności osób, których nikt inny nie mógł zobaczyć, ani usłyszeć; wiele godzin spędził na miłych rozmowach z postaciami historycznymi, a niekiedy ze ścianą.

Ogólnie rzecz biorąc, zależnie od punktu widzenia, kwestor był najbardziej, albo najmniej odpowiednią osobą, by osobiście spotkać bóstwo"

One Response to Ostatni kontynent, Terry Pratchett »»


Comments


Trackbacks & Pingbacks »»

  1. [...] A co do świata Pratchetta – początkowe części sugerowały, że świat Dysku ma być możliwie daleko od świata realnego jeśli chodzi o zasady "nauki", choć ludzka natura pozostała w nim dokładnie taka sama, jak to co widuje się dookoła siebie. Oczywiście taka sama, ale pokazana z uroczym sarkazmem. Kiedy Rincewind pierwszy raz styka się z Turystą chce uwierzyć, że świat Turysty to świat rządzony logicznymi zasadami, gdzie da się wykreować technikę bez magii, ale potem z magicznego pudełka do robienia zdjęć wyłazi demon i pyskuje, że mu się czarna farba skończyła -i już nie ma złudzeń co do techniki. Po pierwszych mocno bajkowych i mocno fantastycznych częściach pojawiają się historie straży nocnej, w których już magia pozostaje gdzieś na marginesach, a życie toczy się całkiem jakby to była powieść o świecie niemagicznym i pojawiają się coraz liczniejsze aluzje do świata realnego czasem "walące po oczach" jak kino i rock’n’roll w "ruchomych obrazkach" i "muzyce duszy" (oba wynalazki wywołały w świecie dysku wielkie, głównie negatywne, zamieszanie, ale się nie przyjęły, co być może jest formą wyrażenia przez autora opinii o tych zjawiskach), czasem są też bardziej subtelne odniesienia jak Mad Max i australijskie przysmaki w "Ostatnim kontynencie". No i w Świecie Dysku zaczęła się rozwijać technika – mają już pocztę i telegraf, osobiście czekam Az wynajdą komórki – bo technika rozwija się tam zdecydowanie szybciej niż w naszym świecie, ale ostro nadrabiają opóźnienia . [...]

Leave a Reply »»