Chciałbym być psem…
Trzba przyznać, że chyba łatwiej jest kochać zwierzęta niż ludzi. Taką tezę stawiam, po moich doświadczeniach z lekarzami i weterynarzami. Ostatnimi czasy idąc do lekarza, idę z poczuciem winy. Nie wiem dlaczego tak ma być, ale lekarze, z którymi miałem ostatnio okazję się spotkać (przyznaję nie wszyscy), traktowali pacjentów jak zło konieczne.
Parę tygodni temu mój tata trafił do szpitala z objawami niedoczynności układu krążenia. Miał spuchniętę nogi, kłopoty z oddychaniem. Bardzo szybko też przybrał na wadze. Właśnie z powodu spuchniętych nóg poszedłem z Tatą do przychodni (prywatnej do której zapisaliśmy Tatę ponad rok temu). Dzięki temu, że przychodnia jest prywatna nie trzeba wstawać rano aby wystać się w kolejce po numerek. Za podstawowe usługi płaci NFZ.
No i na tym luksus się kończy, bo żeby zacząć leczyć się jakoś skuteczniej, to się nie da, można usłyszeć „W tym roku limit na ….. już się skończył”. Tak właśnie usłyszeliśmy podczas wizyty z nogami. Pani doktor nawet nie specjalnie chciała Tatę badać. Stwierdziła, że jeśli chcemy cokolwiek zdziałać, to trzeba iść do szpitala na ostry dyżur. Bo na ostrym dyżurze nie mogą odmówić leczenia – dziwne ale skuteczne, warto zapamiętać tą radę. Wypisała skierowanie i koniec wizyty.
Trzeba przyznać, że jak Pani doktór dowiedziała się jaki są wszystkie objawy, nie miała wątpliwości, że to kłopoty z sercem, ale żeby się jakoś bardziej przejęła, to nie powiem. Przynajmniej ja tego nie odczułem.
W izbie przyjęć w szpitalu spędziłem z Tatą jakieś bite 7 godzin. W tym czasie robione były badania i długie oczekiwanie na miejsce w szpitalu. Lekarz na izbie przyjęć od razu stwierdził, że stan jest poważny i wymaga hospitalizacji. Po długich oczekiwaniach, około godziny 21:00 Tata został umieszczony na oddziale. Był bardzo już zmęczony.
Jak do tej pory kontrowersji w tej opowieści nie ma i w sumie nie będzie, bo nie ma się czemu dziwić, że lekarze i pielęgniarki są zniechęceni do swojej pracy.
Już na oddziale, jak Tata leżał w łóżku zauważyłem, że odkleił mu się welfron. Poszedłem do pielęgniarki z prośbą o plaster aby go przykleić. Pielęgniarka odpowiedziała mi, że zaraz przyjdzie i sama to zrobi. Pomyślałem, że wreszcie trafiłem na oddaną pracy osobę. I tu się myliłem. Pielęgniarka kipiała złością. Tata chciał zagaić rozmowę, powiedzieć coś miłego, ona chwyciła go mocno za rękę i siłując się z sykiem unieruchomiła ją i nakleiła plaster. Wykonała to tak agresywnie, że bałem się, że Tata jej odda
i powiedziałem:
- Tato, nie męcz Pani bo jest zmęczona.
Pielęgniarka odpowiedziała:
- Nie zmęczona, tylko sama na dyżurze przez całą noc. (noc się dopiero zaczynała)
Ok, ale co winien jest mój Tata złej organizacji pracy w tym szpitalu? Wychodziłem z tego oddziału obawiając się co będzie nazajutrz. Na szczęście Tatę postawiono na nogi w tydzień i teraz czuje się dobrze, ale niesmak pozostał.
Druga historia. Wczoraj nasz kochany piesek zranił się w łapę. Naderwał sobie opuszek tak, że trzymał się na niewielkim skrawku skóry. Zawieźliśmy go do przychodni przy Trakcie Lubelskim. Pracują tam dwie Panie weterynarz, które, co tu dużo mówić, muszą kochać zwierzaki. Hektor przeszedł operację, był usypiany i Pani doktór przyszyła mu urwany palec. Opatrunek był tak dobrze założony, że trzymał się bez poprawiania do zmiany. Takiego opatrunku nie widziałem jak żyję, a miałem sam okazję opatrunków kilka nosić. Tyle warstw i tyle zabezpieczeń przed uszkodzeniem. WOW! Piesek miał założony welfron, żeby nie trzeba było go kuć wiele razy.
Wcześniej Te same Panie zszywały Hektorowi ucho. Jako rekomendacja powinno wystarczyć to, że dziś jak szliśmy na zmianę opatrunku, to Helena miała poważne kłopoty, aby utrzymać psa, tak wyrywał się na spotkanie z lekarzem. Pędził do samochodu jak oszalały.
Dziś też podczas naszej wizyty, przyszła do tej przychodni Pani, która podobno jest pielęgniarką , po poradę do naszych Pań weterynarz. Kot pokiereszował jej twarz i naderwał ucho . Przyszła się spytać czy ucho trzeba będzie szyć. Ciekawe dlaczego zawodowa pielęgniarka bardziej ufa weterynarzowi niż lekarzowi?
Myślę, że odpowiedź jest prosta. Łatwiej kochać zwierzęta niż ludzi. A żeby na prawdę pomagać innym trzeba ich kochać.
Jeśli jakiś lekarz czuję się przeze mnie urażony – przepraszam. Według mnie pracę powinno wykonywać z pasją albo wcale. Nie wystarczy być w czymś dobrym, trzeba jeszcze robić to z właściwych pobudek.
Posted by By: tryt |
