Jak zostałam przestępcą

1 września weszła w życie ustawa zobowiązująca obywateli do segregacji śmieci, czy też raczej zobowiązująca właścicieli budynków do posiadania umowy z firmą świadczącą taką usługę, jak segregacja śmieci. Skąd o tym wiem? Ano 30 sierpnia przypadkiem przejżałam newsy z lokalnego dodatku do Wyborczej. Nie unośmy się jednak za bardzo w zachwycie nad społęczeństwem informacyjnym, nie było tam informacji o samej ustawie, ani o tym do czego ona zobowiązuje. Była za to historia problemów mieszkanki mojej dzielnicy, która to mieszkanka usłyszawszy gdzieś (gdzie?) o tej ustawie postanowiła dowiedzieć sie w MPO jak wygląda status świadczonych przez nich usług i jakie w kontekście ustawy zajdą zmiany. Pracownicy MPO zachowali sie tak, jakby od tej Pani dowiedzieli się o fakcie i zasugerowali, że jak chce, to może kolorowe worki sobie kupić i segregować, może nawet u nich. Rzecznik informację sprostował, że kupić nie może, podpisać może aneks, jakiś. A brak informacji wynika z tego, że pracownicy MPO są … na urlopach. Niemal wszyscy w okolicy  mamy aktualne, trwające umowy z MPO, MPO podjechało jak zwykle, zabrało pełne woreczki, wyrzuciło puste i nic się nie zmieniło. Żadnej informacji, że wogóle coś potencjalnie zmienić się może, lub nawet powinno nie mam. Za to mam świadomość, że łamię prawo.

Nie wiem jak sformułowana jest ta ustawa, bo o niej samej pewnie wogóle bym nie usłyszała, gdyby nie przypadkowy artykuł. Prawodpodobie ustawa odpowiedzialność nakłada na obywateli, a nie na usługodawców, co nawet byłoby logiczne, o ile w tym państwie ktokolwiek przjemował by sie informowaniem obywateli o istotnych dla nich zmianach w prawie. To może włączmy tv i posłuchajmy o dziadkach z wermahtu, albo teczkach SB, bo przecież kilkanaście lat od upadku komuny to nie wystarczające dla niektórych, żeby otrząsnąć się z rozczulania nad swoją bohaterskością w walce z reżimem. Wobec tak „świeżych” spraw, kto by się przejmował aktualnymi zmianami w ustawach dotyczących tak banalnej dziedziny jak śmieci. Co z tego, że wyrzucamy je codziennie.

Podsumowując nie wiadomo kto i w jaki sposób odpowiada za tę segregację, że już nie wspomnę o technicznych detalach – czy PET’y powinny być razem z innymi plastikami czy osobno, czy puszki dzielić według typów materiału? Prawodpodobnie u autorów prawa ani świadomość ekologiczna, ani świadomość konsekwencji wprowadzenia segregacji  nie sięgneła tak dalekich problemów. Czy u nas kiedykolwiek będzie tak, jak ponoć jest w Japoni, gdzie obywatel od lokalnych władz otrzymuje broszurkę jak segregować śmieci? Przygotowanie takich informacji powinno być obowiązkiem gminy, która przecież żyje z naszych podatków, ale … to my jesteśmy dla gminy nie gmina dla nas. I mogę się co najwyżej popieklić, bo w tej okolicy nawet głosować w wyborach samorządowych nie mogę. Muszę płacić podatki lokalne, a wpływu na nic nie mam, nawet ogólnego wpływu. Dzięki cudownym powiązaniom prawa meldunkowego z h*** wie czym głosować mogę w miejscu, które mnie od dawna nie interesuje.

Na koniec rodzynek z innego ciasta – na rogu naszej ulicy powstała poczta. Alleluja, nie trzeba będzie po odbiór paczek jechać samochodem, bo dotąd poczta była w lini prostej 2km stąd, a dostać sie tam można było tylko przez przejazd kolejowy. Alleluja? Pani na poczcie poinformowała mnie, że paczki adresowane na mój adres będą przychodzić tam gdzie przychodziły dotąd i ona rozumie, że do nowej poczty mam blisko, ale nic nie da się zrobić, bo przypisana jestem do innej poczty. Kurtyna. Bez oklasków proszę.

Leave a Reply »»