Pstrąg w Starym Sączu
Z moją ukochaną żoną odkryliśmy wspólną pasję: turystykę kulinarną. Jeśli usłyszymy, że w jakimś miejscu trzeba koniecznie spróbować czegoś dobrego na pewno się tam znajdziemy.
Zaraz po ślubie, w podróży poślubnej odwiedziliśmy Stary Sącz. Tam moja żona w czasie studiów prowadziła jakieś tam badania i stąd pomysł na zatrzymanie się w tym mieście. Na stronie portalu promocyjnego Starego Sączu można dowiedzieć się o zabytkach kulturowych i innych ciekawych do zwiedzania miejscach, ale nie znalazłem nic o jedzonku.
Nic może i dziwnego, bo z punktu widzenia “robiącego zdjęcia” turysty, restauracje nie są ciekawym obiektem do uwiecznienia. Na rynku jest kilka lokali gastronomicznych:
- Restauracja “Marysienka” – Rynek 12
- Restauracja “Staromiejska” – Rynek 19
- Bar “Jarski” – Rynek 15
- Bar “Pod Dzwonkiem” – Rynek 16
- Bar “Kawowy” – Rynek 17
- Grill -Bar – Rynek 8
- “Jadłodajnia u Misia”- Rynek 2
Właśnie w Staromiejskiej jadłem najlepszego pstrąga w moim życiu. Pstrągi są tam podawane dopiero po 13:00, nie w każdy dzień, tylko w tedy gdy zostaną przywiezione z pobliskiego łowiska. I to prawdopodobnie jest tajemnica niezwykłego smaku tej potrawy.

Minął rok od naszego pobytu w Starym Sączu. Jadłem już nie jednego Pstrąga, i w Warszawie i na mazurach i nad morzem, ale nigdzie nie smakowały tak jak w Staromiejskiej.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Starym Sączu to zapraszam na strony:
Acha, jeszcze taka ciekawostka: Prawie wszystkie budynki w Starym Sączu są traktowane jako zabytki. To powoduje, że jakiekolwiek naprawy, modyfikacje i przebudowy wymagają zgody konserwatora zabytków. I tu paradoks: Stary Sącz się rozpada. Budynki niszczeją i rozpadają się. Mało kogo stać na remont zabytkowego budynku i użeranie się z biurokracją urzędników. W czsie naszego pobytu były wystawione na sprzedaż przynajmniej dwa rozpadające się domy, których nikt nie chciał kupić. Takie życie…
I jeszcze jedna rzecz, Żona mi opowiadała, jak to za jej pobytu w czasie studiów w Starym Sączu konserwator zabytków walczył z mieszkańcami o złote kratki w oknach. W tym czasie nastała moda na tandetne i festyniarskie złote wykończenia okien co psuło charakter miejscowości… Jaja na boczku.
W “Marysieńce” spędziliśmy dwa wieczory na piciu kolorowych drinków. Po wyczerpaniu wszystkich możliwości z karty bardzo miła Pani zaczęła wymyślać nam nowe napoje. Jej fantazję i umiejętności komponowania różnych płynów będę pamiętał jeszcze długo. Podsumowując: w tym roku też chcieliśmy odwiedzić Stary Sącz, ale chyba nam nie wyjdzie, hlip, hlip…
Posted by By: tryt |
