zasypią nas śmiecie…

Wychowałam się w okolicach góry śmieci. Góra śmieci była fascynująca, można było ją obejrzeć z okien mieszkańców 15 piętra. Góra śmieci była celem wielu wypraw rowerowych dzieciaków, zwykle zresztą udawało się nam zabłądzić po drodze. W każdym razie ta góra wydawała się takim monstrum, że jak tylko pojawiły się na osiedlu pojemniki na posegregowane odpady, wymusiłam podział domowych śmieci i staram się je segregować nadal. Staram się, wbrew uprzejmości władz miasta, które coraz bardziej to utrudniają. Początkowo pojemniki w zestawie „papier, puszki, plastik, szkło” atakowały małymi grupami z każdego rogu. Wspierane przez wersję rozbudowaną „szkło kolorowe osobno”. No ale zmieniły się władze miasta, zmieniły się idee im przyświecające. Rok temu chcieliśmy wywieźć puszki – po kilku godzinach udało nam się osiągnąć tyle, że samochód totalnie zaśmiardł. Puszki od tego czasu lądują na stosiku „kiedyś wezwiemy złomiarzy”, albo razem ze śmieciami ogólnymi w worku. Kontenerki „na puszki” wygineły, przynajmniej wygineły w naszej części stolicy. Uwczesnemu prezydentowi miasta Kaczyńskiemu dziękujemy za szerzenie świadomości ekologicznej, oby mu górę śmieci usypali gdzieś pod oknem.

Kiedy się tu przeprowadziłam, jakieś trzy lata temu w okolicy były 3 zestawy kontenerków, z czego dwa w zasięgu „pieszym”. Dwa zestawy umieszczone przy głównych ulicach znikneły ponad rok temu. Zapewne „szpeciły okolicę”, albo coś w tym stylu. Pozostał jeden umieszczony z boku, widoczny jedynie dla spostrzegawczych. Dziś właśnie wybraliśmy się na spacer ze szkłem, które jakoś dziwnie regularnie nam przyrasta i dziwnie regularnie trzeba je odnosić. No i niespodzialnka, „papa kontenerki”. Te też komuś szpeciły widoki.

A czym zajmują się nasze najdroższe władze? Marcinkiewicz jest tak zajęty blogowaniem, że na myślenie mu czasu nie starcza. Poza tym będzie w stolicy „szerzył internet”, w sumie najłatwiej jest szerzyć coś co szerzy sie samo, prawda? Świadomość, że śmieci nie wyparowują po wrzuceniu ich do worka i zabraniu przez śmieciarkę, nie należy niestety do idei łatwo propagowalnych, chyba że ktos wychował się w pobliżu góry śmieci. W sumie jak tak na to popatrzeć, to tych gór przybywa, przybywać więc będzie też uświadomionych, zgodnie z zasadą „mądry polak po szkodzie” (mądry warszawiak po wybraniu pisu?)

One Response to zasypią nas śmiecie… »»


Comments

  1. komentarz by tryt | 2006/08/20 at 21:56:36

    No, tak. A ludzie patrzyli się na mnie jak na idiotę, co niese w koszykach butelki i słoiki do…., no właśnie po H…P…… latam po Wawie z butelkami jak idiota. Sam sobie winien jestem.

    Wiadomo, że nie należy śmiecić na ulicach, hehe, ale co zrobić jak:
    1. jedziesz z psem autobusem
    2. po wyjściu z autobusu psu zachciało się ee
    3. pies zrobił ee
    4. bedąc poprawnym obywatelem zebrałeś psie ee do torebki (papierowej, żeby było ekologicznie)
    5. no i …. w pobliżu nie ma kosza na śmieci, bo tak!
    6. wsiadasz z powrotem do autobusu w jednym reku trzymając smycz psa, a w drugim w torebce psie ee.
    7. chcesz skasować bilet, za siebie i pieska,
    8. ale brakuje ci rak,
    9. hmm, przekazujesz zawartość jednej ręki sąsiadowi w autobusie, żeby wyjąć i skasować bilet. (sąsiad ma szczęście jeśli dostał smycz)
    10. po skasowaniu biletu zastanawiasz się jak masz się utrzymać w pionie w autobusie
    11. wiec ręką, w której trzymasz torebkę chwytasz się górnej rurki
    12. autobus szarpnął, papierowa torebka rozerwała się, a jej zawartość właśnie szybuje w dół prosto na starszą panią siedzącą na miejscu dla inwalidów.
    13. zastanawiasz się, że to nie jest najlepszy dzień na ekologiczne zachowanie.

    Płęta: Trzeba być bardzo odpornym psychicznie, żeby zachować ekologiczne podejście do życia. Mnie szczeże mówiąc już przeszło.


Leave a Reply »»